Pacjenci i lekarze słyszą już niedalekie odgłosy bombardowania i strzałów. Dojazd do jedynego działającego w okolicy szpitala jest utrudniony – wylicza wyraźnie zaniepokojona szefowa UNICEF Henrietta Fore.

Eksperci z agendy ONZ pomagającej dzieciom martwią się, bo walki toczą się dziś niebezpiecznie blisko At-Tawry, jedynego czynnego szpitala z oddziałem dziecięcym w prowincji Hudajda. Oznacza to, że 59 dzieci, w tym 25 leżących w stanie ciężkim na OIOM-ie, może w każdej chwili zginąć.

– At-Tawra po prostu nie może się znaleźć w centrum walk. W Hudajdzie i sąsiednich prowincjach mieszka prawie połowa z 400 tys. małych Jemeńczyków, którzy cierpią z powodu ostrego niedożywienia. Te w najcięższym stanie koniecznie muszą być hospitalizowane – przestrzega Fore.

Przed walkami w okolicach szpitala ostrzega też Międzynarodowy Czerwony Krzyż, który wezwał wszystkie walczące strony, by szanowały międzynarodowe prawo i nie wojowały w okolicach obiektów cywilnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej