Po wielu miesiącach straszenia, że bez zgody na liczne ustępstwa w sprawie słynnej skały zablokuje rokowania unijne, Madryt ustępuje. Również we własnym interesie, bo prosperujący Gibraltar pomaga utrzymać południowy region Hiszpanii.

„Gibraltar nie będzie już problemem przy umowie w sprawie brexitu” – ogłosił hiszpański premier Pedro Sánchez po spotkaniu z brytyjską premier Theresą May. To duża zmiana, bo Madryt od miesięcy straszył Londyn, że zawetuje końcowe porozumienie z Unią, jeżeli Wielka Brytania nie zgodzi się wcześniej na ustępstwa w sprawie swojej enklawy na południowym wybrzeżu Półwyspu Iberyjskiego. Teraz rządy uzgodniły jednak, że będą prowadzić oddzielne, dwustronne rozmowy o Gibraltarze.

Słowo „dwustronne” nie podoba się jednak mieszkańcom terytorium, o które trwa spór. Podczas referendum o opuszczeniu Unii w czerwcu 2016 r.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej