Prowadzone od początku miesiąca działania obu Korei mające na celu rozbrojenie tego „najbardziej przerażającego miejsca na świecie” (jak je nazwał były prezydent USA Bill Clinton), są bliskie finału – poinformował w poniedziałek Seul.

W Panmundżom, tzw. wiosce pokoju, gdzie uzbrojeni po zęby żołnierze zwaśnionych Korei oraz sił ONZ od dekad stoją twarzą w twarz, gotowi w każdej chwili sięgnąć po broń, szykuje się odprężenie.

Do tej pory turyści, zwożeni autokarami z leżącego o rzut beretem Seulu, musieli po drodze wysłuchiwać instrukcji o specjalnych zasadach obowiązujących we Wspólnej Strefie Bezpieczeństwa (Joint Security Area – JSA). To obszar o promieniu 800 m obejmujący budynki, gdzie od wojny koreańskiej (1950-53) odbywają się spotkania zwaśnionych stron. W bliskiej przyszłości turyści zobaczą tam żołnierzy, ale nieuzbrojonych.

Cudzoziemców przestrzega się, by w strefie nie wybuchali śmiechem, nie wpatrywali się też północnokoreańskim funkcjonariuszom prosto w oczy i nie wykonywali gwałtownych gestów. Bo nie wiadomo, jak Koreańczycy z Północy zareagują.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej