Pierwsi turyści, którzy wysiedli tam w ostatni piątek z łodzi, ujrzeli czysty, biały piasek aż po horyzont. Nie dostrzegli rzędu kasyn wzdłuż plaży – bo władze kazały je wyburzyć. Hazard był ostatnią modą na rajskiej Boracay położonej w odległości dwóch kilometrów od Panay, szóstej z wysp filipińskiego archipelagu, gdzie do niedawna wszystko było dozwolone.

Turystów przywitały owacyjnie tysiące pracowników miejscowej branży turystycznej, którą zamknięcie wyspy pozbawiło środków do życia.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej