Była to kolejna już konferencja o przyszłości Syrii bez udziału Syryjczyków, ale pierwsza w takim składzie.

Obserwatorzy zauważają, że nakłonienie do udziału kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Francji Emmanuela Macrona było sukcesem tureckiego przywódcy Recepa Tayyipa Erdogana, który szuka przeciwwagi dla Rosji i Iranu.

Te trzy kraje (Turcja, Rosja i Iran) uczestniczą w zainicjowanym przez Putina tzw. procesie z Astany – dialogu, który pomaga nie tyle rozwiązać konflikt syryjski, ile złagodzić napięcia między potęgami zaangażowanymi w Syrii.

Ponieważ Moskwa i Teheran stoją po stronie reżimu Asada, a Ankara po stronie opozycji, więc dokooptowanie Paryża i Berlina, darzących prezydenta Syrii nieskrywaną niechęcią, teoretycznie wzmacnia pozycję Ankary. Ale proces z Astany odbywa się pod dyktando Rosji, więc włączenie Europy to także sukces Putina.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej