Recep Tayyip Erdogan obiecał przedstawić „nagą prawdę” o sprawie, która od trzech tygodni bulwersuje świat i może spowodować zmianę układu sił na Bliskim Wschodzie. Jednak ci, którzy oczekiwali nowych mrożących krew w żyłach szczegółów, czuli się rozczarowani. Erdogan potwierdził przebieg zdarzeń znany z wcześniejszych oświadczeń tureckich władz i dokonywanych przez nie przecieków do mediów. Ale nie wspomniał o będącym w posiadaniu Turków nagraniu z przebiegu zabójstwa saudyjskiego dziennikarza dysydenta ani też o odpowiedzialności Mohammeda ibn Salmana, następcy tronu i faktycznego władcy Arabii Saudyjskiej.

Bez owijania w bawełnę

Poza tym Erdogan nie owijał w bawełnę: zabójstwo zostało zaplanowane. Udział w nim wzięły dwa zespoły, w tym jeden przysłany specjalnie z Rijadu, byli w nim generałowie. Dzień przed zaplanowaną wizytą Khashoggiego w konsulacie w Stambule, gdzie miał odebrać zaświadczenie potrzebne do ślubu, członkowie komanda odwiedzili Las Belgradzki pod miastem, który tureccy śledczy typowali jako jedno z miejsc, gdzie sprawcy mogli ukryć szczątki (już po wystąpieniu Erdogana Sky News podało, że fragmenty ciała znaleziono w ogrodzie przy domu konsula - miało być pocięte, a twarz zniekształcona).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej