Przez dziewięć godzin, do czwartku rano, tureccy eksperci kryminalistyczni i prokuratorzy badali rezydencję konsula Arabii Saudyjskiej w Stambule, a następnie odległy o 200 m konsulat. To tam 2 października miało dojść do zabójstwa krytycznego wobec władz saudyjskich dziennikarza Dżamala Khashoggiego. Publicysta „The Washington Post” przyszedł po zaświadczenie potrzebne do ślubu – i już nie wyszedł. Dwie godziny później kamery monitoringu zarejestrowały ruch aut na numerach dyplomatycznych między rezydencją i konsulatem.

Władze tureckie twierdzą, że mają nagranie audio z mordowania Khashoggiego. Miał je zrobić i automatycznie wysłać do wirtualnej chmury należący do dziennikarza zegarek Apple’a. Możliwe też, że w saudyjskiej placówce były urządzenia podsłuchowe, do czego Turcy nie mogą się przyznać.

Ankara podsuwa tropy

Władze w Ankarze nie ujawniły nagrania, ale upubliczniają szczegóły za pośrednictwem mediów powołujących się na anonimowe źródła. Wśród poinformowanych są min. „New York Times”, prorządowa turecka gazeta „Yeni Safak” oraz redagowany w Londynie portal Middle East Eye (bliski Katarowi, państwu nieprzyjaznemu Arabii Saudyjskiej).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej