Tajskie królestwo dołącza do Wietnamu i Malezji, które już nie wydają zezwoleń na import i przetwarzanie zagranicznych odpadów. Hanoi zapowiedziało też walkę z nielegalnym sprowadzaniem kartonu, plastiku i metali, a Malezja odwołała licencje na przetwarzanie plastikowych torebek dla 114 zakładów recyklingu.

Oprócz plastiku Tajlandia chce też zakazać importu 432 rodzajów odpadów elektronicznych – od obwodów scalonych, po stare odbiorniki telewizyjne i radiowe. I to w ciągu następnego półrocza.

Trzeba dać priorytet środowisku

Tajlandia, gigant w produkcji plastiku, jest też zasypana cudzymi odpadami. To niechciany efekt zamknięcia w początku roku Chin dla światowego eksportu plastiku i e-śmieci, ich miejsce zajęła wtedy Azja Południowo-Wschodnia.

Minister środowiska Surasak Kanchanarat, który poinformował o planowanych zakazach, zaapelował też do rodzimego przemysłu recyklingowego, by ten w pierwszej kolejności wykorzystywał miejscowe odpady. Przyznał, że co prawda niektórzy przedsiębiorcy na tym ucierpią, ale „trzeba dać priorytet środowisku i zdrowiu naszych współobywateli nad wzrostem przemysłowym”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej