Ze słów rzecznika wyłania się obraz obozu reedukacji jako wielkich wakacji na koszt rządu. Darmowe wyżywienie i zakwaterowanie, a do tego szkolenie zawodowe, które „skupia się na wspólnym języku całego kraju, fachowych umiejętnościach i wiedzy prawnej, połączonych z edukacją zapobiegającą radykalizacji”. Nie wiadomo więc, dlaczego ośrodki są pilnie strzeżone, straż nosi broń maszynową, a mury oplata drut kolczasty.

Byli więźniowie, cytowani w niedawnym raporcie ONZ, opowiadają, że zabrano ich z domu, a w obozie indoktrynowano, zmuszając do wyrażania wdzięczności dla partii komunistycznej i do krytyki islamu.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej