Pekin uczynił to, bo sprawa stała się głośna. W sierpniu ONZ wydała 300-stronicowy raport o obozach reedukacji w Sinkiangu, miesiąc potem unijna komisarz Federica Mogherini zaapelowała o ich zamknięcie, a ostatnio potępił za nie Chiny amerykański wiceprezydent Mike Pence.

W efekcie parlament Sinkiangu pospiesznie znowelizował ubiegłoroczną ustawę o zwalczaniu religijnego ekstremizmu, podstawę osadzania w obozach. Zakazuje ona noszenia „nienormalnie obfitych bród” oraz muzułmańskich chust, karze za niesłuchanie państwowych stacji radiowych i nieoglądanie chińskiej telewizji.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej