Gdy 69-letni Horst Seehofer, dziś kontrowersyjny minister spraw wewnętrznych w czwartym rządzie Angeli Merkel, w 2008 r. przejmował władzę w Monachium i w CSU, bawarskiej chadeckiej siostrze CDU, sytuacja nie była dobra. Partię poparło wówczas jedynie 43 proc. wyborców. To był koszmarny wynik, bo w ciągu pięciu lat (tyle trwa kadencja Landtagu) partia straciła 17 pkt proc. poparcia. Wówczas, by zbudować rząd, potrzebny był koalicjant – liberałowie z FDP.

Seehofer po pięciu latach poprawił partyjne notowania, a koalicjanta mógł odprawić z kwitkiem.

Ale teraz czeka go polityczna katastrofa. CSU w sondażach w ciągu pół roku zjechała z 44 do 33 proc. O samodzielnych rządach nie ma mowy. Kryzys potężnej bawarskiej chadecji, której przywódcy rozpychali się w Berlinie, a nawet niegdyś rościli sobie prawa do rządzenia całym krajem, jest ewidentny. Tak jak to, że nadchodzi koniec politycznej kariery Seehofera.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej