Nagrodę w imieniu ofiar przemocy seksualnej dostali wspólnie kongijski ginekolog Denis Mukwege specjalizujący się w leczeniu ofiar gwałtów i jezydzka aktywistka oraz była niewolnica seksualna Państwa Islamskiego Nadia Murad.

- Obydwoje położyli na szali własne życie, by walczyć ze zbrodniami wojennymi i zapewnić sprawiedliwość ofiarom. Są najbardziej łączącymi symbolami w sensie narodowym i międzynarodowym wysiłków na rzecz zerwania z przemocą seksualną podczas wojen i konfliktów zbrojnych - ogłosiła przed kamerami Berit Reiss-Andersen, przewodnicząca Norweskiego Komitetu Noblowskiego. Laureatom gratulacje złożyła za pośrednictwem mediów. Do Murad ani do Mukwege nie udało się bowiem wcześniej dodzwonić.

Przyznanie działaczom zaangażowanym w walkę z przemocą seksualną podczas wojen Pokojowej Nagrody Nobla stawia to haniebne zjawisko w zupełnie nowym świetle. ONZ dopiero w 2008 r. uznał masowe gwałty za "środek, za pomocą którego prowadzi się wojnę". Mimo że w ostatnich latach informacje o masowych gwałtach docierały z ogarniętych wojną Iraku, Syrii, Libii czy Darfuru, sprawcy są bezkarni. Przyznanie Murad i Mukwege Nobla być może to zmieni. Biorąc pod uwagę komentarze, laureaci wzbudzili wiele pozytywnych emocji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej