Zablokowane linie kolejowe i drogi, włącznie z autostradami, uczniowie na wagarach, wielotysięczne demonstracje, a w końcu brutalne starcia z policją pod siedzibą miejscowego parlamentu – tak Katalonia uczciła w poniedziałek pierwszą rocznicę referendum niepodległościowego.

„Wolność dla więźniów!"

Plebiscyt z 1 października do dziś budzi bardzo gorące emocje. Zwolennicy secesji twierdzą, że dał dla niej podstawę: bo 90 proc. oddanych głosów poparło tę opcję, choć do urn poszło jedynie 43 proc. uprawnionych. Ale Madryt uważa go za nielegalny, niedługo po referendum zawiesił autonomię regionu, a główni organizatorzy głosowania albo trafili do aresztów, gdzie oczekują na procesy o rebelię, albo uciekli przed prokuraturą za granicę.

Ale zorganizowane w grudniu przez władze w Madrycie przyśpieszone wybory ponownie wygrała proniepodległościowa koalicja, dla której sprawa uwięzionych działaczy jest dziś głównym motorem napędowym popularności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej