Spotkanie prezydenta Dudy i premiera Netanjahu będzie zapewne dla obu polityków najlepsze ze wszystkich, jakie w kuluarach ONZ w tym roku odbyli. Choć świeżo skłócona z większością Unii Polska nie jest jeszcze wcale zmarginalizowana, a krytykowany od dawna przez UE Izrael właśnie się z marginesu wydobył, to niewiele mają szczerych przyjaciół w pełni podzielających populistyczny punkt widzenia ich rządów i ich międzynarodowe preferencje. Takie Węgry na przykład, niby sojusznicy, a współpracę gospodarczą z Moskwą oraz z Teheranem rozwijają na potęgę. Jeden Trump wiosny w Warszawie i Jerozolimie też nie czyni, tym bardziej że za swą łaskawość każe sobie płacić Polsce 2 mld dol., a na Izrael narzeka, że „nie jest mu dość wdzięczny”.

Tymczasem politycznie Warszawa i Jerozolima są w pełnej harmonii. Oba rządy usiłują właśnie zlikwidować niezależność swych Sądów Najwyższych, oba walczą z niepatriotycznymi festiwalami filmowymi, oba piętnują jako zdrajców te krajowe organizacje, które je krytykują za granicą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej