Tysiące dysydentów z byłej komunistycznej partyzantki nie złożyło broni i dalej walczy w różnych częściach Kolumbii. Boją się zemsty dawnych konkurentów albo rozważają przyłączenie się do nich. A ci, którzy jednak przeszli do legalnej polityki, są nią rozczarowani i skłóceni przez nią.

Zacieśnia się też pętla wokół Waltera Arizali, najbardziej poszukiwanego człowieka po obu stronach granicy Kolumbii z Ekwadorem. Dowodzi w tym regionie dużym oddziałem dysydentów z FARC – komunistycznej partyzantki, która oficjalnie złożyła broń w zeszłym roku i położyła kres trwającej ponad pół wieku, najdłuższej wojnie domowej Ameryki Południowej.

Arizala wraz ze swoimi ludźmi odmówił złożenia broni i od wielu miesięcy organizuje kolejne akcje, z których największym echem odbiło się porwanie i zamordowanie dwójki dziennikarzy oraz kierowcy z ekwadorskiej gazety „El Comercio”, co wywołało w kwietniu kryzys dyplomatyczny pomiędzy Quito i Bogotą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej