W poniedziałek rosyjski prezydent Władimir Putin i turecki Recep Tayyip Erdogan ogłosili porozumienie o powstaniu strefy buforowej w syryjskiej prowincji Idlib kontrolowanej przez antyasadowską opozycję. Strefa o szerokości 15-20 km ma rozdzielać rebeliantów od wojsk reżimowych. Będą ją wspólnie patrolować siły rosyjskie i tureckie.

Oznacza to odroczenie wyroku na Idlib. Od kilku tygodni na granicy z tą prowincją gromadziły się syryjskie czołgi, rosyjskie okręty ćwiczyły u wybrzeży, zintensyfikowano ataki na Idlib z powietrza. Wydawało się, że wielka ofensywa lada dzień się zacznie. Tym bardziej że Putin wezwał do „całkowitego unicestwienia terrorystów w Syrii”, a szef MSZ Siergiej Ławrow nazwał Idlib „ropiejącym wrzodem, który natychmiast trzeba przeciąć”.

Dlaczego więc Putin zrobił krok wstecz i ustąpił Erdoganowi, który dotąd bez powodzenia go do tego namawiał?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej