Gdy szef ABW w sierpniu wpisał Kozłowską do Systemu Informacyjnego Schengen – co automatycznie oznaczało, że pochodząca z Ukrainy szefowa krytykującej rząd PiS Fundacji Otwarty Dialog dostanie zakaz wjazdu do większości krajów UE – wydawało się, że rząd PiS upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Wyrzucił z kraju działaczkę, którą od roku uznawał za wroga, i wysłał sygnał do wszystkich innych żyjących w Polsce cudzoziemców, że gdy będą podskakiwać władzy, zostaną deportowani.

Tymczasem w czwartek Kozłowska przyjechała do Berlina, by wziąć udział w dyskusji o Polsce i Węgrzech organizowanej w Bundestagu. Niemcy wystawili jej wizę z powodu „ważnych narodowych interesów” – to furtka pozwalająca ominąć wpis do systemu, z którego może skorzystać każde państwo strefy Schengen.

Ambasador Niemiec na dywaniku w MSZ

Politycy PiS i wspierające je media się zagotowały. Z ust Jerzego Targalskiego, prorządowego publicysty i wykładowcy Akademii Sztuki Wojennej, padły nawet słowa, że „Niemcy wypowiedziały Polsce wojnę” i że „istota paktu Ribbentrop-Mołotow jest ciągle aktualna”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej