Zołotow, który zrobił typową dla dzisiejszej Rosji karierę – od skromnego osobistego goryla prezydenta do złotych epoletów – poczuł się ugodzony w swój „oficerski honor”.

Bo tropiący korupcję opozycjonista wywąchał, że generał okrada swoich podwładnych – to, co idzie do gwardyjskiego kotła, hurtem kupuje po cenach znacznie wyższych od tych, za które cebulę, kapustę czy mięso można dziś nabyć w detalu w moskiewskich, a więc nie takich znowu tanich, marketach.

Słowem – generał i jego ludzie, jak to mówią w Rosji, „piłuje” budżet, a za to, co „odpiłuje”, żyje sobie bogato.

Nawalny jeszcze w sierpniu opowiedział o swoich odkryciach w umieszczonym w sieci filmie. Generał przez trzy tygodnie szykował odpowiedź i w poniedziałek sam nagrał i opublikował na oficjalnej stronie internetowej Rosgwardii gniewną replikę, wyzywając „oszczercę” na pojedynek zgodnie z "tradycją oficerską".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej