Fotografie są dwie. Na pierwszej, czarno-białej, widać młodego, szczupłego blondyna w radzieckim mundurze. Gładko ogolony, po żołniersku ostrzyżony, poważnie patrzy przed siebie. Na drugim, kolorowym zdjęciu widać zdecydowanie starszego mężczyznę. Jest opalony, ma niewielki zarost, a na głowie tradycyjną afgańską chustę.

Matka: Postawiłam nagrobek, żeby ludzie pamiętali

Igor Biełokurow, pochodzący z Wołynia młody żołnierz, w latach 80. pojechał z radziecką armią do Afganistanu wojować z mudżahedinami. W 1988 r. zaginął w prowincji Kandahar, prawdopodobnie trafił do niewoli.

Jego matka Antonina wspomina moment, kiedy dowiedziała się, że być może nigdy już nie zobaczy syna: – Wszyscy sąsiedzi wybiegli z domu, żeby sprawdzić, co się stało, bo płakałam i ciągle krzyczałam: „Igora nie ma!” – wspomina dziś w rozmowie z BBC. I na głos odczytuje pismo, które dostała 30 lat temu: „Biełokurow Igor Wiktorowicz 8 kwietnia 1988 r. zaginął bez wieści” – napisano na niewielkim świstku opatrzonym urzędowymi pieczęciami radzieckiej armii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej