Aż trudno uwierzyć, że Aldi Nord (spółka zarządzająca dyskontami w północnych Niemczech i prowadząca większość inwestycji za granicą) na pomysł z mieszkaniami wpadła dopiero teraz. Aldi – istniejący od lat 60. koncern handlowy, który zrewolucjonizował handel w kraju, a potem całej Europie – pod swoja marką sprzedaje nawet tanie komputery i wycieczki. A teraz wchodzi do branży nieruchomościowej.

Pomysł banalny, ale rewolucyjny

Media za Odrą okrzyknęły ten pomysł małą rewolucją. Plany koncernu mogą bowiem złagodzić problem nieustannie rosnących czynszów w niemieckich metropoliach, z czym od kilku lat bez większych efektów próbują walczyć politycy. W ciągu ostatnich ośmiu lat  stawki czynszów wzrosły w Niemczech średnio o 80 proc. Na rynku zaś ciągle brakuje blisko milion mieszkań.

Pomysł Aldi Nord jest w zasadzie banalny. Sieć w północnych Niemczech prowadzi 2,4 tys. sklepów. To zwykle rozległe, ale parterowe budynki. Z wizualizacji, które regularnie pojawiają się w regionalnej prasie, wynika, że koncern zamierza burzyć sklepy znajdujące się w dobrych - z punktu widzenia mieszkańców - okolicach, czyli w centrach miast, w pobliżu stacji metra czy podmiejskiej kolei. I budować na ich miejscu czteropiętrowe apartamentowce. Tyle że na wysokim, przeszklonym parterze budynku będzie dalej działać sklep. Mieszkania będą na piętrach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej