W lipcu 1994 r. amerykański prezydent miał w planach wizytę w Rydze i Warszawie, skąd miał ruszyć do Neapolu na szczyt grupy G7, na który zaproszono też ówczesnego rosyjskiego prezydenta Borysa Jelcyna.

Ostatnim przystankiem trwającej tydzień podróży miały być Niemcy, gdzie Clinton wraz z kanclerzem Helmutem Kohlem miał wziąć udział w uroczystym rozwiązaniu brygady amerykańskiej armii stacjonującej w Berlinie Zachodnim.

Gościa szczególnie wyczekiwali Bałtowie. Do łotewskiej stolicy, gdzie miał się spotkać również z przywódcami Litwy i Estonii, przyjeżdżał jako pierwszy amerykański prezydent w historii. Polacy oczekiwali z kolei wyraźnego poparcia USA dla członkostwa w NATO.

Clinton, zanim ruszył w podróż, postanowił osobiście opowiedzieć o swoich planach Jelcynowi. Rankiem 5 lipca 1994 r., kilkanaście godzin przed wylotem do Rygi, zadzwonił do niego z Gabinetu Owalnego. Rozmowa przez tłumaczy trwała niecałe 20 minut.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej