SVT ujawniła też w minionym tygodniu, że w przypadkach, kiedy ofiara nie znała sprawcy, udział tych urodzonych poza Szwecją przekracza 80 proc. Czyli Szwedzi gwałcą na randce, a imigranci „na ulicy”.

Newsa ochoczo podchwyciły portale prawicowe i prorosyjskie, które od dawna bajdurzą o „strefach szariatu” i suflują narrację, że Szwedzi cierpią za politykę otwartych drzwi w szczycie kryzysu migracyjnego.  

„Szokujące dane! Szwedzka telewizja ujawniła prawdę o pochodzeniu gwałcicieli” – to tytuł ze strony znanego polskiego polityka, który imigrantów ma za „śmieci ludzkie”.

Najwięcej mówi się o gwałtach

Spróbujmy przyjrzeć się bliżej ujawnionym danym w szerszym kontekście. W ciągu pięciu lat za gwałt skazano 843 osoby. Z tego 416 pochodziło ze Szwecji i innych państw europejskich, 197 z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, 134 z Afryki Subsaharyjskiej, 45 z Afganistanu, reszta z pozostałych części świata. W tej ostatniej grupie mógłby się znaleźć założyciel portalu Wikileaks, Australijczyk Julian Assange, gdyby – po oskarżeniu o podwójny gwałt w Szwecji – nie ukrył się w ambasadzie Ekwadoru.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej