Dekret został uchwalony przez socjalistyczny rząd w piątek przy aplauzie całego rządu. Dla większości ministrów – choć należą do pokolenia, które wojny domowej (1936-39) nie zaznało, a z czasów dyktatury (1939-76) mają mgliste dziecinne wspomnienia, ekshumacja zwłok generała, który wojnę domową wywołał, z mauzoleum, gdzie spoczywa wśród 34 tys. jej ofiar, jest późnym aktem sprawiedliwości historycznej.

Dekret przewiduje przeniesienie zwłok Franco do miejsca wskazanego przez jego potomków, ale jeśli rodzina się na to nie zgodzi (ma na decyzję 15 dni), miejsce wybierze i całą operację przeprowadzi rząd.

Rząd nie chce zapowiedzieć, kiedy rzecz cała się odbędzie, by uniknąć demonstracji nielicznych zwolenników skrajnej prawicy oraz wielbicieli i wyznawców Franco.

Siedmioro wnuków generała oświadczyło już, że co prawda nie zgadzają się z ekshumacją, ale podporządkują się prawu i zajmą się zwłokami, jeśli rząd ją przeprowadzi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej