Obwodowe miasto Chersoń, 100 km od okupowanego Krymu. Rankiem 31 lipca Katerina Handziuk, 30-letnia aktywistka i doradczyni mera, wychodzi z mieszkania. W bramie podbiega do niej młody mężczyzna i oblewa ją kwasem siarkowym. Katerina z poparzeniami twarzy drugiego i trzeciego stopnia trafia do szpitala w Kijowie. Chersońska policja twierdzi, że atak miał charakter chuligański.

W 2014 r. Handziuk uczestniczyła w protestach na Majdanie. W Chersoniu walczy z nadużyciami policji i korupcją, demaskuje też prorosyjskich separatystów. We wrześniu 2017 r. oskarżyła Artema Antoszuka, szefa lokalnej policji, o próbę wymuszenia łapówki od władz miasta. Pozwał ją o zniesławienie, ale sąd przyznał rację aktywistce.

– Bezkarność sprawców to główna przyczyna fali tak brutalnych ataków. A ta bierze się stąd, że policja i wymiar sprawiedliwości nie zostały zreformowane i są zupełnie nieskuteczne – uważa Tetiana Panczenko, szefowa Centrum Informacji o Prawach Człowieka.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej