Jeszcze w poniedziałek Palij mieszkał w domku z czerwonej cegły w Jackson Heights, nisko zabudowanej części nowojorskiej dzielnicy Queens. Na ulicy co jakiś czas studenci nowojorskich jesziw organizowali głośne demonstracje. – Wasz sąsiad jest nazistą! – krzyczeli do przechodniów.

Palij, choć już w 2003 r. sąd odebrał mu amerykańskie obywatelstwo, wiódł tam bowiem normalne życie. Sąsiedzi, zaczepiani co jakiś czas przez demonstrantów trzymających w ręku plansze z nazwiskiem Palija i przekreśloną swastyką, mówili, że to tylko schorowany stary człowiek, który nikomu w życiu nie zrobił krzywdy. A władze USA przez lata nie wiedziały, co z nim zrobić. Jeszcze rok temu wszystkich 29 kongresmenów ze stanu Nowy Jork napisało apel do ówczesnego sekretarza stanu Rexa Tillersona, by Ukraińca natychmiast z USA wyrzucić. – Amerykanie nie mogą być zmuszani, by żyć obok człowieka, który boleśnie przypomina czasy walki z nazizmem i Holocaust – apelowali politycy. Wydawało się, że apel pozostanie bez skutku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej