Ludzie Reutersa, przeglądając m.in. birmańskiego Facebooka, ponoć już wolnego od hejtu, znaleźli tam ponad tysiąc nienawistnych postów. Najstarsze były sprzed sześciu lat i wciąż ich nie zdjęto.

„Musimy walczyć z tymi przeklętymi kalarami [psami – bardzo obraźliwe w kulturze muzułmańskiej określenie] jak Hitler z Żydami” – napisał jeden z hejterów.

Wróg to muzułmańscy Rohingya, mniejszość etniczno-religijna ze stanu Rakhine w Mjanmie (dawniej Birma). Rok temu padli ofiarą czystki etnicznej, w której maczali ręce generałowie i fanatyczni buddyści. Jej ofiary liczy się w tysiącach, setki tysięcy ludzi zaś straciły domy i ratowały się ucieczką do sąsiednich krajów, zwłaszcza Bangladeszu.

Najpierw atmosfera nienawiści, potem czystki

Wcześniej budowano w kraju atmosferę nienawiści. Okazało się, że Facebook doskonale się do tego nadaje. Nacjonaliści odczłowieczyli Rohingya – spokojnych rybaków i rolników, nazywając ich robakami, psami i szczurami. Skrajne ugrupowanie buddyjskie założyło nawet stronę „Gang ścinania głów muzułmańskim psom”. A w stanie Rakhine apele w rodzaju „przetnij szyje tym sukinsynom i wrzuć ich do wody” są odbierane dosłownie.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej