Setki ratowników wraz z psami wciąż przeszukują gruzy, próbując odnaleźć jeszcze kogoś, kto przeżył wtorkową katastrofę w Genui, stolicy regionu Liguria. Ale nie ma na to większych szans. Doliczono się 38 ofiar śmiertelnych (wcześniej podawano liczbę 39) i 15 rannych, w tym dziewięciu w stanie krytycznym. Wciąż zaginionych jest od 10 do 20 osób.

W sobotę żałoba narodowa

Środkowy odcinek wiaduktu Morandi (konstrukcja stanowiła fragment autostrady A10 przecinającej dolinę Polcevera) runął we wtorek podczas ulewy. Jechało nim wtedy około 30 samochodów osobowych i trzy tiry. Pojazdy runęły na ziemię z wysokości około 45 metrów (to jakby spaść z dachu 14-piętrowego bloku).

Ewakuowano kilkuset mieszkańców budynków położonych przy miejscu katastrofy. Być może nigdy nie będą mogli wrócić do starych mieszkań, bo te zostaną wyburzone podczas odbudowy wiaduktu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej