Cła na amerykańskie samochody wzrosły w środę do 120 proc., na alkohole do 140 proc., na tytoń do 60 proc. Podniesiono też taryfy na kosmetyki, ryż i węgiel. Wiceprezydent Fuat Oktay wyjaśniał, że jest to „odwet za celowe ataki na naszą gospodarkę dokonywane przez rząd USA”. W piątek Trump ogłosił, że importowana z Turcji stal będzie objęta 50-proc. cłami, a aluminium 20-proc. W rezultacie lira zaczęła dramatycznie słabnąć – od początku roku straciła ponad 40 proc.

Wczoraj drugi dzień z rzędu turecka waluta odrabiała straty. Była to reakcja nie tyle na nałożenie ceł odwetowych, ile na zapewnienia banku centralnego, który obiecał pomóc bankom w utrzymaniu płynności i podjąć działania utrudniające spekulacje walutowe.

Wciąż jednak nie ma mowy o podniesieniu stóp procentowych, co zdaniem ekonomistów byłoby najlepszym lekarstwem na kryzys. Prezydent Recep Tayyip Erdogan jest bowiem zdeklarowanym przeciwnikiem wysokich stóp, bo uważa – wbrew ekonomii – że powodują one inflację i służą wyłącznie międzynarodowym spekulantom. Według Erdogana problemy gospodarki to wynik spisku wrogich potęg, a najwłaściwszą drogą postępowania jest zachęcanie narodu do walki z wrogiem. Prezydent zaapelował do obywateli, by zamiast liry wyprzedawali dolary i euro.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej