Początek dorocznego spotkania w Beidaihe nie jest nigdy oficjalnie ogłaszany. Ale każdego lata do nadmorskiego kurortu w prowincji Hebei – ze stylowymi willami na lesistych wzgórzach – przyjeżdżają na nieformalne narady obecny przywódca Chin, byli przywódcy i cała plejada ważnych biurokratów.

Wydarzenie nazwane też „chińskim konklawe” odbywa się w atmosferze dyskrecji. W tym roku o tym, że już trwa, świat dowiedział się z notki agencji Xinhua informującej, że do Beidaihe przybył członek rządu.

Podniecenie zachodnich komentatorów

Chińczyków, którzy po 1989 r. odwrócili się od polityki, mało to obchodzi, ale zachodni obserwatorzy Chin są podnieceni. W willach na wzgórzach zawiązują się intrygi, powstają i rozpadają się sojusze. Znawcy chińskiej polityki za wszelką cenę próbują zajrzeć za kurtynę.

W Beidaihe jest już także Xi Jinping, który przyjechał po męczącym turze po Bliskim Wschodzie i Afryce. Ale i tu silny człowiek Chin nie odpocznie. Za Wielkim Murem mnożą się ostatnio problemy: skandal spowodowany dopuszczeniem do użytku wadliwych szczepionek, spadki na giełdach, słabnący wzrost gospodarczy, a przede wszystkim wojna handlowa z USA.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej