Wybory odbywają się w środę 25 lipca. Z pozoru jest się z czego cieszyć: jeden rząd cywilny przekaże władzę drugiemu rządowi cywilnemu, co w historii Pakistanu zdarzyło się dopiero raz. Mimo to nastroje w środowiskach prodemokratycznych są minorowe. Armia wprawdzie już dawno nie przeprowadziła zamachu stanu, ale znów mocno miesza się w politykę.

Mistrz krykieta versus trzykrotny premier

Gwiazdą dzisiejszych wyborów jest 65-letni Imran Khan, przez zwolenników nazywany „kapitanem”. W 1992 r. poprowadził pakistańską drużynę krykieta do mistrzostwa świata. Jakiś czas potem zajął się polityką, ale długo nie miał sukcesów. Jego partia Pakistański Ruch Sprawiedliwości (PTI) miała tylko jednego posła – Khana – aż do ostatnich wyborów w 2013 r., gdy uzyskała 10 proc. mandatów. Za mało, żeby zdobyć władzę, jednak na poziomie symbolicznym Khan zwyciężył: udało się mu rozbić duopol Pakistańskiej Partii Ludowej (PPP) i Ligi Muzułmańskiej (PML) – dwóch partii, które wymieniały się władzą w okresach, kiedy armia dopuszczała rządy cywilów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej