Juan Carlos, były król Hiszpanii i ojciec obecnego monarchy, nie mógł w zeszłym tygodniu wziąć udziału w regatach w Galicji, bo na morzu panowała flauta. Brak wiatru musiał być dla niego pewną odmianą, gdyż od połowy miesiąca zmaga się z prawdziwym sztormem, tyle że w życiu osobistym i politycznym.

Dwa tygodnie temu hiszpańskie media opublikowały potajemne nagrania, na których była kochanka Juana Carlosa Corinna zu Sayn-Wittgenstein żali się, że została wykorzystana jako słup do prania pieniędzy, gdyż kilkanaście cennych nieruchomości  – należących w rzeczywistości do monarchy – zostało formalnie zapisanych na jej nazwisko. Niemiecka księżniczka została wybrana nie tylko ze względu na relację osobistą z królem, ale i dlatego, że jako zwolniona z podatku dochodowego wieloletnia rezydentka Monako nie miała obowiązku informowania o nich tamtejszego urzędu skarbowego. Jednak po zakończeniu 10-letniego związku Juan Carlos miał od niej zażądać przeniesienia aktów własności na jego kuzyna i Corinna zaczęła się obawiać, że zostanie pociągnięta do odpowiedzialności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej