Po szczycie w Helsinkach, gdzie Donald Trump wystąpił ramię w ramię z Władimirem Putinem przeciwko amerykańskim agencjom wywiadowczym, oraz reakcjach wszystkich, którzy widzą, że Rosja prowadzi wrogie działania przeciwko USA, komentatorzy ze wzmożoną siłą poczęli się zastanawiać, co z Trumpem jest nie tak. Dlaczego prezydent Stanów Zjednoczonych nie wykorzystał okazji, by zamknąć usta krytykom i powiedzieć Putinowi choć kilka ostrych słów publicznie – na komplementowanie go miał całe dwie godziny, które obaj panowie spędzili sam na sam.

Popularna teoria głosi, że Rosja „coś ma” na Trumpa. Wszyscy słyszeli plotki o nagraniu z prostytutkami w moskiewskim hotelu, ale może to też być coś mocniejszego, czego ujawnienia Trump bardzo się boi. To jednak nie tłumaczy przekonująco, dlaczego zachował się tak głupio – nie pierwszy zresztą raz.

James Traub w „Foreign Policy” wysnuwa inną teorię: Trump ma kompleks ojca. „Kiedy patrzy na Putina, nie widzi człowieka, który nim manipuluje, tylko swojego tatę (...). Przez całe życie był zapatrzony w mężczyzn, którzy walczyli i wygrywali. Począwszy od jego ojca, Freda, którego opisywał jako bardzo trudnego faceta, który nigdy nie odpuszczał, a największym komplementem w jego ustach było słowo killer (zabójca)”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej