Komisja Europejska postanowiła o zaskarżeniu Węgier do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Chodzi o nieprzestrzeganie przez Budapeszt procedur azylowych i o niedawno przyjętą ustawę, która przewiduje do roku więzienia dla osób udzielających pomocy (m.in. prawnej) uchodźcom poszukującym na Węgrzech azylu.

W kraju wielokrotnie pod tym pretekstem atakowane były organizacje pozarządowe, którym rządzący zarzucali "reprezentowanie obcych interesów".

- Ci europejscy przywódcy, którzy dotąd milczeli w sprawie naruszenia praw człowieka przez Węgry, powinni teraz pójść za głosem Komisji Europejskiej i wymusić na rządzie Orbána, by cofnął te przepisy - uważa Iverna McGowan, szefowa europejskiego oddziału Amnesty International. 

Paradoksalnie jednak decyzja Komisji jest na rękę premierowi Viktorowi Orbánowi, który systematycznie wzmacnia swoją popularność na fali kryzysu migracyjnego, jaki wybuchł w 2015 r. Od tego czasu rząd przekonuje obywateli, że największym zagrożeniem dla suwerenności Węgier są decyzje Brukseli, które narzucają Budapesztowi przyjęcie uchodźców, co ma z kolei doprowadzić do wzrostu zagrożenia terroryzmem.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej