Od poniedziałku 50-letni Inaki Urdangarin ma powody, by spoglądać za siebie i widzieć swoje życie jako drogę najpierw na szczyt powodzenia i sławy, a potem na dno hańby. Prawie wszystko, co sobie cenił, jest dziś „byłe”. Były wybitny szczypiornista, były olimpijski medalista z Sydney, były królewski zięć jako mąż infantki Cristiny Burbon, były książę Palmy i były członek dworu królewskiego, były wzięty biznesmen i celebryta stawił się w poniedziałek w więzieniu w Brievie, w kastylijskiej prowincji Avila, gdzie ma odsiedzieć 5 lat i 10 miesięcy. Został bowiem skazany za kradzież pieniędzy publicznych, fałszerstwa, handlowanie wpływami.

Sam wybrał sobie więzienie

Pozbawiony tytułu arystokratycznego przez swego szwagra, obecnego króla Filipa V, sprowadzony z powrotem do statusu zwykłego obywatela i skazańca, Inaki Urdangarin skorzystał z ostatniego przywileju: sam wybrał sobie więzienie w Brievie, w prowincji Avila – spośród 82, które dano mu do wyboru.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej