„Ludzie w Niemczech odwracają się od swoich przywódców, migracja zachwiała słabą koalicją w Berlinie. Przestępczość w Niemczech rośnie” – zawtweetował wczoraj prezydent USA, dodając, że wpuszczenie do Europy „milionów ludzi, którzy tak mocno i brutalnie zmieniają jej kulturę”, było „wielkim błędem”.

Czy ta wiadomość to tylko komentarz do aktualnej ostrej przepychanki między siostrzanymi partiami chadeckimi – CDU kanclerz Angeli Merkel i CSU szefa MSW Horsta Seehofera? Pytanie zadają sobie komentatorzy po obu stronach oceanu.

A może to miała być tylko szpila dla Merkel po szczycie G7 w Malbaie w Quebecu, na którym Trump tak starł się z pozostałymi przywódcami najbardziej uprzemysłowionych państw świata, że nie złożył podpisu pod kończącym go komunikatem?

Amerykański prezydent jest nieprzewidywalny. Ale jeśli spojrzeć na sprawę szerzej, wygląda to na przemyślany ruch.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej