– Nieważne, czy wybory byłyby za rok czy teraz, Erdogan i tak wygra – mówi Erol, członek rządzącej AKP i radny z robotniczego miasteczka Aliaga pod Izmirem. Jego zdaniem rząd zdecydował się je przyspieszyć, by zyskać silny mandat społeczny do rozmów o przyszłości regionu. A fakt, że od dwóch lat trwa stan wyjątkowy, nie ma żadnego znaczenia.

– Bzdura! – przewraca oczami Ismail, przedsiębiorca, właściciel firmy transportowej. – Oni po prostu się boją. To objaw paniki.

Pozostało 93% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej