Socjalistyczny premier Pedro Sanchez chce rządzić sam, mimo iż w parlamencie ma tylko 84 spośród 350 posłów. Przede wszystkim nie wpuścił do rządu znacznie bardziej lewicowej od socjalistów partii Podemos, choć bez poparcia jej 67 posłów nie zostałby tydzień temu premierem w miejsce obalonego przywódcy prawicy Mariano Rajoya. Co stojący na czele Podemos Pablo Iglesias natychmiast skomentował: – Premierowi wystarczyły 24 godziny, by o nas zapomnieć.

Sanchez nie zrobił też żadnego ukłonu wobec peryferyjnych partii nacjonalistycznych z Kraju Basków, Katalonii czy Galicji, mimo że także ich poparciu zawdzięcza swój urząd.

Jego gabinet składa się z samych socjalistów i specjalistów w różnych dziedzinach. Aż 11 spośród 17 resortów przypadło kobietom.

Jedność Hiszpanii nie podlega dyskusji

Premier chce pokazać, że będzie szedł centrolewicowym środkiem drogi, szanując dyscyplinę budżetową poprzedniego rządu, zobowiązania europejskie Hiszpanii, a nade wszystko konstytucyjną jedność terytorialną kraju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej