Wacław Radziwinowicz: Historia z próbą otrucia Julii i Siergieja Skripalów kolejny raz przypomina światu, że Rosja, zajmująca siódmą część lądów globu, zachowuje się na arenie międzynarodowej jak tajny agent wywiadu. Albo werbuje, albo przeprowadza operacje specjalne przeciw tym, którzy się skaptować nie dali. Zawsze tak było?

Jurij Felsztyński: Nie. Nawet za wczesnych bolszewików czy za Stalina. Taką sytuację mamy od 18 lat, czyli od czasu, kiedy na czele państwa stanął kadrowy oficer służb specjalnych, wykształcony w Wyższej Szkole KGB im. Feliksa Dzierżyńskiego i ukształtowany w czasie służby rezydent wywiadu w NRD oraz jego koledzy z dawnej roboty. Prezydentem jest dawny rezydent. Takiego nigdy nie było.

Było. Gospodarzem Kremla był już przecież Jurij Andropow, który zanim został sekretarzem generalnym KPZR, przez 15 lat kierował Komitetem Bezpieczeństwa Państwowego.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej