– Byliśmy naiwni, wierzyliśmy, że ich celem będzie ISIS, że wiedzą, co robią, i będą celować tylko w nich. Zanim zrozumieliśmy, jak bardzo jest niebezpiecznie, było za późno, znaleźliśmy się w pułapce – opowiada Rasza Badran, młoda Syryjka z Rakki. Tylko ona i jej mąż ocaleli z 41-osobowej rodziny, reszta zginęła w czterech amerykańskich nalotach na miasto.

Swoją historię Rasza opowiada we wstrząsającym raporcie Amnesty International zatytułowanym „Wojna totalnej zagłady”.

– Zemdlałam, a kiedy odzyskałam przytomność, nie mogłam mówić ani się ruszyć. Znalazł mnie mąż, było ciemno i nic nie widzieliśmy, wołaliśmy, ale nikt nie odpowiadał, nikt się nie ruszał. Panowała kompletna cisza, słychać było tylko krążące nad miastem samoloty. Ukrywaliśmy się w ruinach do rana, wtedy znaleźliśmy ciało naszej córeczki, Tulip. Pochowaliśmy ją niedaleko, pod rosnącym nieopodal drzewem – wspomina.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej