Trując Sergieja Skripala w Salisbury zabójczą substancją paraliżująco-drgawkową „made in USSR”, służby specjalne Rosji przypomniały Europejczykom o swoim istnieniu. Pokazały, że europejskie miasta to teren, na którym jej agenci mogą bez przeszkód operować, a gdy trzeba - popełniać również zbrodnie. Na mapie Europy są jednak miejsca, gdzie agenci rosyjskich służb czują się aż nadto swobodnie. Jak za starych dobrych czasów zimnej wojny.

Na Wyborcza.pl opisaliśmy już, jak rosyjski wywiad zapuścił korzenie w Londynie, jak wykorzystuje Pragę, dlaczego lubi Wiedeń. Dziś - Bruksela.

----

– Chcę zostać w NRD. Co powinienem zrobić? – takie pytanie podczas wizyty w Berlinie wschodnim zadał Rainer Rupp, zaledwie dwa lata wcześniej narzekający na „wschodnioniemiecką dyktaturę”. Ostatecznie jednak dał się uwieść opowieściom robotników na spotkaniach aranżowanych przez NRD-owską bezpiekę oraz sielankowym spółdzielniom rolnym, gdzie po powrocie z pola można posiedzieć w bibliotece lub poprzyglądać się próbom w miejscowym teatrze amatorskim.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej