Trując Sergieja Skripala w Salisbury nowiczokiem, zabójczą substancją paraliżująco-drgawkową „made in USSR”, służby specjalne Rosji przypomniały Europejczykom o swoim istnieniu. Pokazały – i może też o to w całym skandalu ze Skripalem chodziło -  że europejskie miasta to teren, na którym jej agenci mogą bez przeszkód operować, a gdy trzeba, popełniać i zbrodnie.

Na mapie Europy są jednak miejsca, gdzie agenci rosyjskich służb czują się aż nadto swobodnie. Jak za starych dobrych czasów zimnej wojny w XX w.

Na Wyborcza.pl opisaliśmy już, jak rosyjski wywiad zapuścił korzenie w Londynie i jak wykorzystuje Pragę i czeskich polityków. Dziś czas na stolicę Austrii.

-----

50-letni Rosjanin się nie wyróżniał. W Wiedniu, gdzie w ciągu roku spędzał co najmniej klika miesięcy, żył po rosyjsku, z gestem. A austriacka stolica żyła z „noworuskich”, rosyjskich nowobogackich, oligarchów lub ustawionych urzędników państwowych, którzy odwiedzali miasto w interesach albo spędzali tu wakacje, szastając przy okazji pieniędzmi.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej