Wrzesień 2009 r. Przed nieczynne lotnisko wojskowe Milovice pod Pragą zajeżdża biały opel. Wysiada z niego mężczyzna około czterdziestki z telefonem w ręce. Nerwowo rozgląda się po okolicy. Choć to nierozsądne, wybiera numer do żony. To będzie jego ostatnia rozmowa z rodziną. Gdy w słuchawce odzywa się głos, nerwowo rzuca: "Nie tak miało być, nie tak miało się to skończyć. Żegnajcie, już się nigdy nie zobaczymy".

Rozłącza się, łamie telefon na pół, chwyta pod rękę laptop i biegnie w stronę lasu.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej