Trując Sergieja Skripala w Salisbury nowiczokiem, zabójczą substancją paraliżująco-drgawkową „made in USSR” służby specjalne Rosji przypomniały Europejczykom o swoim istnieniu. Pokazały – i może też o to w całym skandalu ze Srkipalem chodziło -  że europejskie miasta to teren, na którym jej agenci mogą bez przeszkód operować, a gdy trzeba, popełniać i zbrodnie.

Na mapie Europy są jednak miejsca, gdzie agenci rosyjskich służb czują się aż nadto swobodnie. Jak za starych dobrych czasów zimnej wojny w XX w.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej