– Sytuacja partii opozycyjnych jest jeszcze gorsza niż przed kolejnym zwycięstwem Fideszu w kwietniowych wyborach parlamentarnych. Większość z nich pogrążona jest w wewnętrznych walkach o przywództwo; drżą o to, czy przetrwają – mówi Edit Zgut, politolożka z budapeszteńskiego think tanku Political Capital.

Opozycja w rozsypce

Spośród wszystkich partii opozycyjnych jedynie Koalicja Demokratyczna byłego premiera Ferenca Gyurcsanya nie toczy sporu o przywództwo.

O krok od rozłamu jest Jobbik, największe opozycyjne ugrupowanie. Po przegranych wyborach w kwietniu do dymisji podał się jego wieloletni przewodniczący Gábor Vona. Zastąpił go co prawda umiarkowany Tamás Sneider, który chce kontynuacji linii Vony, ale to przywództwo jest kruche. Bowiem radykalny wiceprzewodniczący Jobbiku László Toroczkai, który ze Sneiderem przegrał o włos, grozi wyjściem z partii i wyciągnięciem z niej posłów. Oznajmił, że jeśli w ciągu trzech tygodni Jobbik nie skręci w prawo i nie powróci do antyromskiej retoryki, Toroczkai doprowadzi do rozłamu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej