Na początek zagadka: kto mógł być autorem tego oświadczenia: „Ukraina stała się tak słaba, że nie jest w stanie zapewnić najbardziej podstawowych funkcji państwa jak rządy prawa. Nie potrafi już efektywnie prowadzić polityki w żadnym zakresie. W efekcie stała się zagrożeniem dla bezpieczeństwa swoich sąsiadów”.

Czy to Putin? Moskwa stara się od dawna uzasadniać najazd swej armii na wschodnią Ukrainę „ochroną rosyjskiej mniejszości”. Ale to nie na Kremlu należy szukać autora.

W rzeczywistości to memorandum wydane przed dwoma tygodniami przez węgierski rząd i wzywające państwa NATO, aby zaprzestały wszelkiej współpracy wojskowej z Ukrainą.

Węgierski scenariusz Kremla

Budapeszt, chcąc zamrozić współpracę Kijowa z NATO, realizuje scenariusz Kremla. Moskwa, odkąd Kijów postanowił wyjść z orbity jej wpływów, otwarcie głosi, że Ukraina jest państwem upadłym. A pretekstem do powtarzania tej propagandy przez Budapeszt jest wejście w życie ustawy oświatowej na Ukrainie, która ogranicza nauczanie w języku etnicznych mniejszości. Na Rusi Zakarpackiej mieszka 150 tys. Węgrów. Budapeszt uważa, że ustawa wymierzona jest w nich. Ale odmienne zdanie ma sama mniejszość. W wypracowywaniu kompromisu z władzami Ukrainy udział brał Josip Barto, lider mniejszości na Zakarpaciu. Twierdzi, że liczbę lekcji po węgiersku można doprecyzować dekretami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej