Prezydent postanowił przyspieszyć wybory prezydenckie i parlamentarne o półtora roku, ponieważ spodziewał się pogorszenia sytuacji gospodarczej i idącego za tym spadku poparcia. Niespodziewanie jednak tym ruchem sam przyspieszył bieg niekorzystnych wydarzeń.

„To, co się dzieje, przypomina zderzenie z pociągiem w zwolnionym tempie” – napisał dziennik „Hurriyet”, komentując pogarszającą się sytuację tureckiej gospodarki. Odpowiedzialny za nią jest drastyczny spadek liry, która w ostatniej dekadzie nigdy nie była wyceniana tak nisko.

Historyczny dołek liry

Najgorzej z turecką walutą było na razie w środę, gdy za jednego dolara trzeba było płacić 4,94 liry. Waluta tak osłabła, że nad jej wycofaniem z obiegu zastanawiały się nawet władze Cypru Północnego, którego gospodarka jest w dużym stopniu uzależniona od dotacji przekazywanych przez Ankarę.

Turecki bank centralny zareagował dopiero w środę – podwyższył stopy procentowe o 3 pkt - do 16,5 proc. Zrobił to wbrew życzeniu Erdogana, który powszechnie określa siebie „wrogiem odsetek”. Dzięki tej operacji lira nieco się wzmocniła. W czwartek po południu za jednego dolara płacono 4,73 liry. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej