Trzeba przyznać, że z zagranicznymi gośćmi gotowymi uświetniać moskiewskie uroczystości dziś krucho. Na poniedziałkowej inauguracji rozpoczynającej czwartą kadencję prezydencką Putina dał się zauważyć (i został zaszczycony uściskiem dłoni prezydenta) tylko Gerhard Schroeder, były kanclerz Niemiec, a dziś funkcjonariusz Gazpromu opłacany tak sowicie, że chętnie stawia się w Moskwie na każde wezwanie.

A pomyśleć, że jeszcze w 2005 r. na moskiewską paradę zleciało się tylu gości, że prezydenta Polski posadzono w czwartym rzędzie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej