Ustawa zobowiązuje prezydenta do dokonywania oceny porozumienia nuklearnego podpisanego przez administrację Baracka Obamy co trzy miesiące. Na wtorkowe wystąpienie Trumpa czekał w napięciu cały świat, bo wszystko wskazywało na to, że tym razem nie przedłuży on uchylenia sankcji wobec Iranu i ogłosi zerwanie umowy.

Tak też się stało.

Trump powtórzył wszystkie znane argumenty: że reżim irański jest „wiodącym sponsorem terroryzmu”, ograbia własny naród, produkuje rakiety i zachowuje się „złowrogo” (tzn. niezgodnie z interesami amerykańskimi) w Syrii i Jemenie. Porozumienie jest jego zdaniem „fikcją”, która w istocie pozwala ajatollahom posiąść broń atomową. Trump postanowił wyjść z porozumienia, żeby do tego nie dopuścić, zapobiec wyścigowi zbrojeń w regionie i obronić amerykańskie miasta przed zagładą. Sankcje na Iran zostają przywrócone i będą musiały się do nich zastosować także firmy nieamerykańskie.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej