ETA obwieściła swój koniec w jednostronicowym manifeście ogłoszonym w czwartek oraz na piątkowej konferencji w miejscowości Cambo po francuskiej stronie Pirenejów, w asyście międzynarodowych mediatorów.

Chociaż już dwa tygodnie temu organizacja zapowiedziała, że odda broń i zdemobilizuje się, a jej członkowie nawet wyrazili skruchę z powodu wyrządzonych krzywd, to w końcowym manifeście ostatni dowódcy terrorystów żalu za zbrodnie już nie powtórzyli. Ponownie próbują usprawiedliwić je słuszną walką o wyzwolenie Basków spod jarzma Hiszpanii i Francji, zapowiadając „walkę innymi środkami”.

W tekście odczytanym przez dwoje ich historycznych przywódców – ukrywającego się wciąż Josu Ternerę oraz odsiadującą wyrok we Francji Soledad Iparraguirre „Anboto” – terroryści mówią, że ETA „zakończyła swoją drogę” i całkowicie rozwiązuje wszystkie struktury. Ale słowem nie wspominają o ofiarach, w znakomitej większości zabitych już za czasów hiszpańskiej demokracji i baskijskiego samorządu, jakiego naród ten nie miał nigdy wcześniej w dziejach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej