Maciej Czarnecki: Powtarza pan, że mimo kryzysu tradycyjnej prasy i ataków Donalda Trumpa mamy do czynienia z dobrym czasem dla mediów w USA.

David McDonald: Trump stał się dla nich wyzwaniem. Brak przejrzystości jego działań i bezpośrednie ataki na prasę ożywiły dziennikarzy i sprawiły, że są bardziej zdeterminowani. Gdy prezydent mówi o „fałszywych wiadomościach”, jeszcze bardziej starasz się być dokładny. Wielu Amerykanów ceni rolę prasy w kontrolowaniu rządu, patrzeniu politykom na ręce. W czasach Trumpa śledzą jej doniesienia ze zdwojoną uwagą, wykupują subskrypcje, wspierają niezależne dziennikarstwo, także finansowo. Zależy im, by wiedzieć, co się naprawdę dzieje.

„New York Times” i „Washington Post” znów rywalizują ze sobą na znakomite materiały śledcze, jak w czasach Richarda Nixona.

– Największe tytuły prasowe pracują naprawdę ciężko. Oczywiście jest między nimi rywalizacja, ale też doceniają swoje osiągnięcia i mam wrażenie, że wspierają się nawzajem. „NYT”, „Post” czy „Wall Street Journal” mają dla siebie sporo szacunku. Rozwija się też współpraca między telewizją, radiem i słowem pisanym przy różnych projektach w internecie. Duże tytuły współpracują z niezależnymi organizacjami dziennikarstwa śledczego, jak Propublica czy Center for Investigative Reporting.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej